wtorek, 7 października 2014

Sami w domu

Czy dacie wiarę, że zostawiła nas na weekend SAMYCH w domu?!
Już od jakiegoś czasu przebąkiwała, że się gdzieś wybiera. Że niby do Warszawy, gdziekolwiek to jest. Myśleliśmy jednak, że nas w związku z tym zawiezie do Rudych. A przynajmniej do Dzidki. Tymczasem zostawiła nas w domu, samych jak palec. Jak dwa palce.

Wyjechała w czwartek, a wróciła w niedzielę. Gdybyśmy wcześniej wiedzieli, że nas zostawi, ustawilibyśmy imprezę z Czarną. A tak, na ostatnią chwilę, to już za późno było. Czarna umówiła się z kimś innym na melanż.

Nie żeby się nami nie zajmowano. Wręcz przeciwnie! W sumie mieliśmy do dyspozycji trzy osoby, więc przyznacie, że całkiem na wypasie. Przychodziła Ciocia Gosia, Mama Podwładna Dzidki, a nawet Pan T. raz przyszedł. Ledwie się za jednym drzwi zamknęły, już musieliśmy się zrywać, żeby witać kolejnego gościa.

Tymczasowi podwładni porozumiewali się między sobą zaszyfrowanymi wiadomościami. Zostawiali je na stole na małych karteczkach. Jak Ona wróciła i je znalazła, to powiedziała, ze je schowa do archiwum.


W przerwach między odwiedzinami była z nami nasza automatyczna miska, która zawsze towarzyszy nam podczas nieobecności Podwładnych. Miska bawi się z nami w kotka i myszkę, eee, to znaczy miskę. Zabiera nam kulki, chowa, a potem znienacka oddaje. Ten kto pierwszy usłyszy, że własnie się otworzyła, ten miszcz. Miska ma co prawda dwie skrytki, po jednej na głowę. Nigdy jednak nie otwierają się one jednocześnie.Trzeba więc być czujnym. Bo jak się nie jest, to Stefan zjada wszystko.

Na Ciocię Gosię mam szczególny patent. Jak tylko wchodzi, rzucam się na podłogę w kuchni i przejmująco gdaczę. Udaję, że dogorywam z głodu. Turlam się i gdaczę coraz głośniej, aż w końcu sypie nam do mich, z górką. A nawet daje saszetkę. Ponoć u niej w domu koty zawsze mają z górką nasypane. Pewnie nieustannie turlają się i gdaczą. Na naszą to niestety niezbyt działa. Albo muszę popracować nad techniką.

Tak czy inaczej, wróciła w niedzielę. Nic nam nie przywiozła. Oprócz zapachu jakiegoś psa. Powiedziałem jej, że następnym razem oczekujemy ze Stefanem wcześniejszego zawiadomienia. Skoro nas zostawia bezdusznie, chcemy coś z tego mieć. Imprezę z Czarną na ten przykład.

Pozdr.
T.
-----------
PS. Podwładna potwierdza - gdakanie w ogóle na nią nie działa. Turlanie tym bardziej. ;)

5 komentarzy:

  1. Ponad trzy dni wolnej chaty i żadnej imprezy? Ehh... ;)
    Swoją drogą, z taką ilością dochodzących niań trudno byłoby się wstrzelić z dłuższą imprezką ;)

    My z Chudym nie gdaczemy - my się wgapiamy. Chudemu lepiej to wychodzi, częściej pękają, ale nie zawsze chce mu się współpracować ze mną. Tak na marginesie to zaintrygowała mnie miska, co daje i zabiera - może nawet schudłbym trochę z taką michą.

    Pozdrawiamy,
    Haker i Chudy (wiewiórka mówi, że też pozdrawia :) )

    OdpowiedzUsuń
  2. swietne!
    nic o tesknocie? takie zajete goscmi ze nie mialy czasu sie stesknic pewnie :P

    OdpowiedzUsuń
  3. hehe impreza następnym razem na pewno dojdzie do skutku w ramach wynagrodzenia za ten nieudany weekend ;p

    OdpowiedzUsuń
  4. Jak ja bym chciała usłyszeć to gdakanie!

    OdpowiedzUsuń
  5. Ale mieliscie wesoło jak Pańci nie było no no .....

    OdpowiedzUsuń