poniedziałek, 17 lutego 2014

Podmieniony

Kot Edek pojechał do domu we wtorek wieczorem, a my ze Stefanem wciąż nie możemy otrząsnąć się ze zdumienia. Jesteśmy więcej niż pewni, że Edka ktoś podmienił. Podesłał nam na weekend jakiegoś innego Kota, a Edka ukrył albo porwał. Ten, który był u nas, nie mógł być Edkiem. Był na to za grzeczny.

Kiedy jego Podwładni przywieźli go w ubiegły piątek wieczorem i zostawili, zdradzał jeszcze oznaki bycia dawnym Edkiem. Prowokował mnie wzrokiem, więc ostrzegawczo na niego warczałem. Dwa razy ugryzł śpiącego już na łóżku Stefana tak mocno, że Ona postanowiła wyprosić go na noc z sypialni. Jej też się dostało. Podczas podawania Edkowi miski z karmą została kilka razy dziabnięta w rękę. Powiedziałem mu, że niepisana zasada między Kotami i Podwładnymi brzmi: "Nie gryź ręki, która karmi". Odwarknął, że ma to w nosie.

Chodził taki nabzdyczony jeszcze następnego dnia do południa. Skoczył nam kilka razy na plecy i walił Ją łapą, kiedy próbowała go posmyrać. Potem jednak nagle, stopniowo, powoli, ale zauważalnie zaczął zdradzać objawy bycia zupełnie innym kotem, nie Edkiem. Zupełnie, jakby ów nie-Edek na początku kamuflował się i stwarzał pozory, a potem zapomniał się i pokazał, kim naprawdę jest.

Najpierw przestał bić i gryźć Ją. Mogła podawać mu miskę bez obawy, że straci rękę. Mogła go nawet głaskać, a nawet wzięła go parę razy na ręce. Trzymała go co prawda przezornie z daleka od twarzy, ale Edek najwyraźniej nie miał nic przeciwko byciu przeniesionym z miejsca na miejsce, bo nie dał jej z liścia. Zaczął się jej ocierać o nogi, żebrząc o jedzenie, którego potem i tak nie zjadał.

Drugiego wieczora Edek nie ugryzł już leżącego na łóżku Stefana. Wcale go nie zaczepiał, więc drzwi sypialni zostały otwarte. Nie miał jednak wcale zamiaru spać z nami na łóżku. Ona twierdzi, że to dlatego, że w domu ma zakazane. Hm. Ja bym na jego miejscu wykorzystał sytuację i się przespał, jak pozwalają.

Edek nawiązał wyraźną komitywę ze Stefanem. Zaczęli się ganiać, ścigać i polować na siebie dla draki. Początkowo obserwowałem to wszystko z rezerwą. Na byłej szafce RTV, w towarzystwie Nessie, czułem się bezpiecznie.


Nie miałem zamiaru iść w ślady Stefana i się z Edkiem bratać. Kiedy jednak ona postanowiła do reszty Edka rozbroić i psiknęła drapak kocimiętką w spraju, ostatecznie dałem za wygraną. Na poniższym filmie widać mnie na drugim planie:


Potem, jak już się razem sztachnęliśmy, pokazałem mu nasz balkon:


W zamian on mi pozwolił poleżeć w swoim transporterze. A potem już wszyscy razem zgodnie spożywaliśmy posiłki:



Pisząc to, po prostu się wzruszyłem i otarłem łezkę. Bo szkoda, że to jednak nie był Edek. Tylko ten podmieniony...

Będę tęsknił!

Pozdr.
T.
--------------------------
PS. A Podwładna pragnie wyjaśnić, że  Edka nie podmieniono. Pobyt w zacnym towarzystwie Kotów i jej samej zaowocował tak skuteczną resocjalizacją.

PS2: Tu Teofil - rzutem na taśmę, mówię do tych, którzy nie śledzą nas na Facebooku: z okazji Dnia Kota życzymy ze Stefanem wszystkim znajomym i nieznajomym Kotom zadowolenia z Podwładnych. A tym, które jeszcze Podwładnych nie mają, życzymy szybkiego i skutecznego ich zatrudnienia.