poniedziałek, 21 kwietnia 2014

Gość w dom

Od ponad miesiąca mamy gości. Goście w osobach Ryszarda i Czesława, znanych też jako Koty Pana T., przyjechali pewnego marcowego dnia na weekend i zostali na dłużej. Ponoć niedługo mają zwijać się do domu. Sądząc jednak po tym, jak bardzo się zadomowili, nie wydaje mi się, żeby w najbliższym czasie mieli zamiar pakować manatki.

Nie byliśmy ze Stefanem specjalnie szczęśliwi, że przyjechali. Nawarczeliśmy na nich, jak tradycja każe i od razu zajęliśmy ich transportery. Niech wiedzą, kto tu sprawuje władzę. Oni jednak nie pozostali nam dłużni. Zajęli parapet w sypialni i leżące na nim nasze osobiste podkładki w panterkę.


Stopniowo zajmowali kolejne miejsca: fotel wiklinowy, zabytkowy fotel Stefana, kanapę, pufę i łóżko. Cudem udało mi się obronić torbę, chociaż  i na nią były czynione zakusy.


Nie muszę chyba dodawać, że dobierają się do naszych misek. Zwłaszcza kot Ryszard rozsmakował się w tym procederze. Udaje, że nie rozumie, iż jego miska stoi razem z miską Czesława po przeciwnej stronie kuchni. Kiedy Ona podaje nam miski, Rysiek leci i pakuje się do mojej. Ona wtedy odsuwa go i mówi: "Ryśku, dlaczego udajesz, że nie pamiętasz, że twoja miska jest przy drzwiach, a nie pod oknem? Nie jesteś chyba kotkiem o bardzo małym rozumku?" Phi! 

Żeby jednak nie było, że tylko narzekam, muszę przyznać, że jest z nich też pewien pożytek. Rysiek i Czesiek mają zwyczaj jeść trzy posiłki dziennie. My zawsze dostawaliśmy dwa. Kiedy przyjechali do nas, Ona zarządziła, że dopasujemy nasze pory karmienia do ich zwyczajów, bo inaczej będą wieczorem mendzić, że nie jedli kolacji. I w ten oto sposób dostajemy ze Stefanem wieczorny posiłek saszetkowy ekstra. Oczywiście, nie mamy zamiaru z niego zrezygnować nawet, kiedy oni wyjadą. :-D

Dzięki Ryśkowi i Cześkowi mamy też codziennie solidną porcję fitnessu. Nie jestem pewien, czy fakt ten należy zaliczyć do wad, czy do zalet ich pobytu u nas. Ona zalicza go do zalet. Mówi, że dzięki temu spalimy nadprogramowy posiłek. W każdym razie podzieliliśmy się na dwuosobowe teamy i mamy zajęcia w podgrupach. Stefan gania się z Cześkiem, a ja uprawiam zapasy z Ryśkiem. Musze przyznać, że wymagający z niego zawodnik, chociaż na pozór chucherko i chudzielec. Muszę ostro się spinać, żeby mnie nie pokonał. Stefan mówi, że Czesiek też niekiepsko zasuwa. Można dostać zadyszki.

Czasem jednak dajemy im wygrać. Bo przecież gość cham, ale swoje prawa ma. Nie?

Stay tuned, bo jeszcze Wam o Ryśku i Cześku to i owo napiszę.
Pozdr.
T.
---------------------------
PS. A Podwładna wtrąci się na chwilę, żeby poinformować Czytelników, iż tymczasowo włącza obrazkowe potwierdzenia komentarzy na blogu. Jakiś wyjątkowo uporczywy spamer-robot przyczepił się do nas i nie chce się odczepić.