poniedziałek, 16 czerwca 2014

Wyjazdy, powroty, przyjazdy

Nie narzekamy ostatnio na nadmiar spokoju i niedobór wrażeń. Wyjeżdżamy w gości, przyjmujemy gości, goście są przyjmowani pod naszą nieobecność... Do wyboru, do koloru.

Nasz pobyt u Rudych przeciągnął się do dwóch tygodni z kawałkiem. Już miała po nas przyjechać po tamtym weekendzie w maju, kiedy okazało się, że kocica Femka przyjeżdża na kolonie, bo jej Podwładna jedzie na wakacje. Zamiast więc wrócić do domu w ustalonym terminie, zostaliśmy u Rudych, bo Femka już nie lubi mieszkać z nieznanymi Kotami. Na bank są z jednej rodziny z Dzidką. Dzidka też nie lubi. Ponoć Femka była bardzo grzeczna. Ponoć do kuwety chodziła ze swoim miśkiem. Phi!

U Rudych tak nam się spodobało, że jak Ona przyszła w odwiedziny, spyliliśmy do kanapy i udaliśmy, że jej nie znamy. Bardzo ją to jednak zasmuciło, więc następnym razem już odpuściliśmy ten numer. Stefan się schował, ale ja wyszedłem i umożliwiłem drapanie brzucha. Powiedziałem też parę słów o tym, jak jest nam fajnie i że możemy zostać jeszcze dłużej. Chyba jednak nie zrozumiała, bo przyjechała pewnego dnia, spakowała nas w transportery i tyle nas widzieli. Na pamiątkę mamy zdjęcia na balkonie, za którego przestrzenią tęsknimy niezmiernie. Mam też trochę niewyraźne zdjęcie na torbie, a właściwie na plecaku. Bardzo zacne spanie. Miałem tam też, jak pewnie zauważyliście, swoją markową torbę z papieru. :)





Zdążyliśmy wrócić do domu, gdy okazało się, że na weekend przyjeżdża Dzidka. No i się zaczęło... Chyba nas nie poznała albo przynajmniej udawała, że nas nie zna. Mało nas nie opluła przez kratkę transportera, tak syczała i warczała od samego wejścia. Najbardziej dostało się Jej. My wycofaliśmy się pod łóżko, ale ręka, która karmi, została ugryziona i podrapana. Pięknie! Wstyd po prostu. Ostatecznie Dzidka spędziła weekend w izolatce, czyli w salonie. Drapaliśmy do niej trochę, a Stefan nawet na chwilę wszedł i zapierniczył jej parę kulek z miski i napił się wody z drugiej miski. Zważywszy na fakt, że miski stały tuż obok Dzidki legowiska, wykazał się nie lada odwagą. Nie poznaję kolegi!


Słyszałem, że na zbliżający się długi weekend znów jedziemy do Rudych. Podobno ma tu u nas stacjonować jakiś Ludwik. Ona wysyła nas na wakacje, bo nie chce, byśmy się z nim stykali. Nie zaszczepił się jeszcze na choroby zakaźne. Ludwik to gówniarz, ale rośnie na przystojniaka. Szuka domu, bo obecny ma na jakiś czas. Może komuś z Was się spodoba?




Do usłyszenia po naszym powrocie!
T.
----------
PS. A Podwładna doda, że też już jest zakręcona tymi kocimi wizytami i wyjazdami. Wypatruje weekendu, kiedy sama nie będzie nigdzie jechała, a Koty będą na miejscu. Dwa. ;) Aha, i poleca kota Ludwika, gdyby ktoś z Czytelników rozważał adopcję. Chętnie udzieli dalszych informacji o nim.