sobota, 10 stycznia 2015

A gdyby... na ryby?

Miała dziś do nas przyjechać Femka. Podobno chciała się przechować, bo jej Podwładna pojechała na wczasy. Nie powiem, że byłem zachwycony tą perspektywą.

Zdaje się, że nie pisałem Wam o jej poprzedniej wizycie. Było to w lipcu. Przyjechała w swoim różowym transporterze i z miejsca zawłaszczyła sypialnię. Musieliśmy wszyscy wynieść się na noc na sofę, bo Femka nie chciała z nikim gadać i wymachiwała łapami. Udawała, że nas nie zna, a przecież wcześniej już u nas była. Bez kija nie podchodź po prostu!

Potem trochę się rozkręciła, jak to ona. W ramach relaksu wlazła nam do koszyków na cebulę. Pod koniec jej pobytu byliśmy już wszyscy całkiem zakumplowani. Jednak z tego co wiem, ona udaje, że ma amnezję. Pewnie więc dziś znów nie poznałaby nas.

Tak czy inaczej, przygotowaliśmy się ze Stefanem do tej wizyty. Ustaliliśmy, że któryś z nas musi cały czas zajmować filcowy namiot. Żeby Femka tam nie weszła przypadkiem. W tym samym czasie drugi z nas miał siedzieć w jej różowym transporterze oraz mieć baczenie na kuwetę. Żeby przypadkiem nie używała naszej.

Dziś rano okazało się, że Femka nie przyjedzie. Podobno zepsuła samochód marki Volvo, żeby tylko nie spędzić z nami weekendu z przyległościami. To wersja nieoficjalna. Oficjalna jest taka, że ma u swojej drugiej Podwładnej znacznie ciekawsze zajęcia.


Jak tylko Ona pokazała nam to zdjęcie, zjeżyliśmy się ze Stefanem z zazdrości. Też chcemy mieć ryby na własność! Zaczęliśmy się więc od razu naradzać, jak nakłonić Ją, by nam takie akwarium sprawiła. Macie jakieś pomysły, jak to uczynić?

Pozdr.
T.
--------------
PS. Podwładna zaznacza, że żadne pomysły nie pomogą. Ryb hodować nie zamierza. ;)

niedziela, 4 stycznia 2015

Grzeczność popłaca

Pisałem Wam ostatnio, przy okazji opowieści o nowych legowiskach, że dostaliśmy je, mimo że wcale nie byliśmy grzeczni. Muszę zrewidować tę opinię i Wam też radzę. Otóż byliśmy jednak w tym roku grzeczni. I to bardzo.

Dowodem na to są kolejne prezenty, otrzymane na Gwiazdkę. Pierwszy to mysz, którą znaleźliśmy pod choinką. Mysz jest szara i chyba zanim do nas trafiła, połknęła ptaszka. Czemu tak myślę? Ano temu, że jak się ją ruszy albo nią potrząśnie, zaczyna ćwierkać. Wydaje mi się więc, że w środku jest ptaszek. Jestem więcej niż pewien, że myszy same z siebie nie ćwierkają.

Mieliśmy już kiedyś podobną mysz, ale zabrali ja Rudzi. Tym bardziej cieszę się, że dostaliśmy nową, chociaż na razie obserwujemy ją z daleka.

Kolejny prezent to mega torba z kotem w czapce Mikołaja. Widać ją, podobnie jak mysz, na poniższym zdjęciu. Torba ta nie umywa się co prawda do torby z Piotra i Pawła, co też widać na zdjęciu. Niezależnie od tego, jest bardzo dekoracyjna. Chociaż Święta dawno się skończyły, nadal stoi w dużym pokoju. Ona mówi, że pewnie postoi do Wielkanocy.


No i wreszcie... przebój na miarę filcowego namiotu - drapak! Dostaliśmy go od ciotki Doroty, o której Wam jeszcze nie pisałem. Ciotka Dorota ma dwa psy, a raczej suki, które wizytowały nas w poprzednie Święta. Nie chcieliśmy jednak ze Stefanem się z nimi zaprzyjaźnić. Ona mówiła, że powinniśmy, bo to nasze kuzynki. Tak? Jakoś nie dostrzegam podobieństwa.

Tak czy inaczej, drapak jest nasz. Ona przyniosła go do domu w pierwszy dzień Świąt. Z początku wyglądał tak:


Wielka łapa została jednak zdemontowana, ponieważ baliśmy się jej i nie chcieliśmy drapaka używać. Nie mogliśmy się też na nią wspiąć, bo, jak twierdzi Ona, mamy za duże pupy. Skomentowałbym to pomówienie dosadnie, ale szkoda języka strzępić.

Po demontażu łapy jest tak:

video


Widzicie więc sami, że bycie grzecznym popłaca. Można zgarnąć niezłe fanty. Nowy rok dopiero się zaczął, więc jeśli w zeszłym roku byliście niegrzeczni i nie dostaliście prezentów, w tym macie szanse to naprawić. I już od dziś zacząć być grzecznym. Gorąco polecam!

Pozdr. 
T.

-----------
PS. A Podwładna po cichu doda, że Stefan co prawda był grzeczny, ale Teo tak sobie. Postanowiono jednak, że prezenty dostanie. ;D