niedziela, 29 marca 2015

Moje na wierzchu

Muszę Wam się z czegoś zwierzyć. Na pewno będziecie zdziwieni. Albo przynajmniej rozczarowani. Ona w każdym razie taka właśnie jest - zdziwiona i rozczarowana faktem, że znudziło się nam spanie w namiotach.

Pewnego dnia po prostu stwierdziliśmy, że koncepcja spania w środku namiotu przestała się nam podobać. Stefan jeszcze czasem wchodził do wnętrza. Ja jednak przestałem. Odkryłem, że znacznie bardziej fascynujące jest ugniecenie dachu namiotu własnym ciałem, umoszczenie gniazda i położenie się na wierzchu.

Odkąd odkryłem tę opcję, inaczej niż na wierzchu namiotu nie leżę. Żeby było zabawniej, upatrzyłem sobie namiot Stefana i na nim postanowiłem się układać. Stefan przeniósł się na kanapę, a ona przestawiła namioty miejscami mówiąc, żebym, skoro już muszę rozgniatać namiot, rozgniatał swój. Na niewiele sie to jednak zdało. Nadal rozgniatam namiot Stefana, teraz stojący z lewej, zamiast z prawej. Moje na wierzchu. I już.


A ten drugi, z białą welurową podusią w środku, stoi pusty. Ktoś reflektuje?

Pozdr.
T.
-------------
PS. A tymczasem Podwładna zachodzi w głowę, co się stało, że Koty przestały lubić namioty. I smutno jej, bo lubiła patrzeć na Teofila i Stefana śpiących w środku.

niedziela, 8 marca 2015

Celebryci dużego formatu

Już ponad rok minął, jak wzięliśmy udział w akcji Mój Kot Ma Dom. Przyszła do nas wtedy jedna dziewczyna z aparatem i zrobiła nam zacne zdjęcia. Stefan został na nich przyłapany, jak pije wodę z kranu. Ja - jak biorę do paszczy ciastko z talerza. Ona - że ma przetarte dżinsy w kroku. Na jej szczęście na zdjęciu ostatecznie tego nie widać.

Już prawie zapomnieliśmy o tej chwili sławy, gdy nagle Ona przyniosła wieści, że wisimy na wystawie. Jak to, na wystawie, zapytałem? I ja nic o tym nie wiem? Nie zostalismy zaproszeni na wernisaż? Strzelę focha, pomyślałem. Ona powiedziała, że też nic nie wiedziała. Poszłaby, żeby zobaczyć to na własne oczy. Dowiedziała się jednak na tyle późno, by już nie zdążyć. Zwłaszcza, że to na drugim końcu innego miasta było.

Ale to nie koniec historii. Pewnego dnia przyjechał do nas jeden gość i przywiózł rulon. W rulonie, jak się okazało, były nasze zdjęcia z wystawy!


Ogromne wydruki, a na nich ja z ciastkiem, Stefan z kranem, Stefan na fotelu wiklinowym, Stefan z kolorowymi piórkami, Ona z dziurą w dżinsach... no po prostu pełen zestaw. Zastygłem ze zachwytu, gdy je zobaczyłem. W dużym formacie wszyscy wyglądamy imponująco.

Ona zamierza powiesić zestaw, na którym zjadam ciastko, w kuchni nad stołem. Siedziałem przy nim, kiedy zdjęcia zostały zrobione. Na razie jednak wszystkie zdjęcia stoją zwinięte w rulon w przedpokoju.


Czekają, aż ogarnie Ją natchnienie do tego, by zabrać je do miejsca, gdzie oprawiają obrazy. Bo same się przecież nie oprawią, prawda?! Znając ją przepowiadam, że czekanie na natchnienie potrwa na oko parę miesięcy.

Będę Was informował o rozwoju wypadków. Jak tylko zawisnę, zaraz wrzuce zdjęcia!

Pozdr.
T.
---------------
PS. Podwładna zarzeka się tymczasem, że oprawi zdjęcia szybciej, niż za parę miesięcy. Nie może doczekać się, żeby zobaczyć Teofila z ciastkiem nad stołem w kuchni. :)