niedziela, 13 grudnia 2015

O Kongu słów kilka

Ahoj! Dostaliśmy w prezencie zabawkę. Przyszła do nas pocztą aż z Poznania (gdziekolwiek to jest), bo podobno komuś się podoba, co piszę. Phi! Ona obiecała, że podzielimy się wrażeniami z zabawy, jak tylko będziemy mieli chwilę. Dzielimy się więc.


Otóż rzecz polega na tym, że do środka, przez tę dziurkę, wrzuca się kulki. Albo przysmaczki. Albo kiełbaskę z Lidla pokrojoną na kawałeczki. Ona wrzuca, my ze Stefanem patrzymy. Potem ona kładzie fioletowego stwora na dywanie i mówi, żebyśmy wymyślili, jak kulki ze środka wydostać.


No to zaczęliśmy myśleć. Stefan chciał być przebiegły. Chwytał potwora za czerwony ogon i wymachiwał nim w powietrzu. Nie tędy droga, kochany, pomyślałem. Tylko odpowiednia taktyka pozwoli wydostać wszystkie przysmaczki.

Okazało się, że fioletowego trzeba sprytnie pacać łapą, żeby przewrócił się w odpowiednią stronę i uwolnił zawartość swojego brzucha.

Początkowo trochę sobie nie radziliśmy, ale wiadomo - trening czyni mistrza. Już po chwili kulki jedna po drugiej zaczęły wyskakiwać na dywan. Spieraliśmy się ze Stefanem, kto ma zjeść którą. Ja uważałem, że je ten, kto wypacał łapą. Stefan był zdania, że kto pierwszy, ten lepszy. Nieważne, czy ten pierwszy akurat wypacał osobiście.


Przednia zabawa, generalnie. Tylko trochę smutno, jak już wszystkie przysmaczki zostaną uwolnione. Pacamy, pacamy i nic nie wypada. A potem siedzimy jeszcze chwilę nad fioletowym i czekamy, że może sam coś wypluje. Ale nigdy nie wypluwa, więc po chwili oddalamy się do swoich zajęć.

Ona mówi, że musi nam tę zabawę rozsądnie dawkować, bo inaczej będziemy jeszcze grubsi. Ale jak to "jeszcze grubsi"?? Przecież my jesteśmy szczupli!

Pozdr.
T.
------------------
PS A ja, Podwładna, dodam jeszcze kilka słów o zabawce Kong Cat Treat Cone, którą dostaliśmy w prezencie do przetestowania od sklepu NaszeZoo.pl z Poznania.

Stefan i Teo faktycznie początkowo nie bardzo wiedzieli, o co chodzi i jak się do Konga zabrać. Obserwowali go z pewnej odległości. Rozpracowanie go nie zajęło im jednak dużo czasu.

Teo nie przyznał się, że to Stefan okazał się bystrzejszy i na początku to on opróżniał całego Konga z przysmaczków. Potem role odwróciły się. Teo podpatrzył co i jak, nauczył się i przejął pałeczkę. Podczas ostatniej zabawy to on zjadł wszystkie chrupki, jakie były w środku. Dlatego myślę, że jeśli Kongiem ma bawić się kilka kotów jednocześnie, każdy powinien mieć swojego.

Według mnie należy Konga chować od razu po uwolnieniu ostatniego chrupka. Żal mi chłopaków pacających go na próżno, z nadzieją na więcej. Zabieram więc zabawkę od razu po zjedzeniu ostatniego przysmaczka, żeby nie czuli się rozczarowani.

Kong to fajna zabawka, taka trochę edukacyjna ;). Trzeba tylko uważać, by nie dawać go zbyt często kotom, które muszą dbać o linię. Każdy przysmaczek to jednak dodatkowe kalorie.

Dziękujemy sklepowi NaszeZoo.pl za podarowanie nam zabawki i przysmaczków oraz za miły list, który przesyłce towarzyszył.

8 komentarzy:

  1. Fajny ten Kong (czy też to Kongo ;) ) i ładny. No i ma puszysty ogon do szarpania - super :)
    Od czasu do czasu robię podobne "zabawki" dla kotów z plastikowej butelki po małej coli lub wodzie, albo z pudełka po chusteczkach do nosa. Z pudełkiem jest fajnie, jak do środka wrzuci się dodatkowe "przeszkadzajki" typu myszka, kłębek wełny czy piłeczka.

    Jak pierwszy raz zrobiłam taką zabawkę to okazało się, że każdy z kotów ma swoja strategię: Spotek natychmiast wsadził łepek do środka, pudełko "złapało" go za głowę co spowodowało krótką panikę i długą obrazę na tego typu zabawę, Haker podszedł siłowo znęcając się nad pudełkiem i przeszkadzajkami, a Bibi siedziała nad pudełkiem bystro zerkając przez otwór do środka i co jakiś czas precyzyjnie zanurzała w nim łapkę i wyciągała ją z nadzianym na pazur kawałkiem kociego przysmaku.

    Życzę dużo zabawy z Kongiem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiewiórko, takie zabawki ręcznie robione są najlepsze. Muszę sama spróbować :)

      Usuń
  2. Koty na zdjęciach są prze szczęśliwe, myślę, że ta zabawka spodobała by się również psiakom. Śliczne kotki - łobuzy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Max, są też takie zabawki dla psów, też się nazywają Kong.:)

      Usuń
  3. O - wygląda bardzo ciekawie! Twoje kociaki spisały się fantastycznie skoro wszystkie smakołyki zostały wyjedzone (i nie dziwię się, że żal puste zostawiać). Mimo to zastanawiam się czy moje kociaki by się bawiły; znając je, Kira pewnie by szalała z tą zabawką, a Inka zjadała to co wypadnie :D
    Pozdrawiamy cieplutko Ciebie i Twoje kociaki! <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo możliwe, musielibyście spróbować. :) Pozdrawiamy również :)

      Usuń
  4. Faaaaaaaaaajnie ze pomyslałas zeby sie nie stresowali. Nie kazdy tak mysli o kotach. Tez uwazam ze trzeba dbac o ich psyche.
    Wszystkiego dobrego w nowym 2016 roku dla kotysiów i personelu tez oczywiście :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystkiego dobrego i od nas :) pozdrawiamy!

      Usuń