czwartek, 30 kwietnia 2015

Dzidziuś

Ona często powtarza, że Stefan to dzidziuś. Że taki trochę niedojrzały z niego koleżka. Nie mogę się nie zgodzić. Ile razy napadam go z zamiarem pokotłowania się trochę dla zabawy, wpada w histerię. Piszczy, wrzeszczy i ucieka, ile sił w łapach. Jakbym mu jaką krzywdę robił. Synuś mamusi po prostu.

Ale to co wyprawia z poduszką, to przechodzi kocie pojęcie. Ona podpowiada zza kadru, bym napisał, że nic z tych rzeczy, jeśli pomyśleliście sobie nie wiadomo co. Nie wiem, o co może chodzić, ale ok, piszę, żebyście sobie nie myśleli. Stefan jest nagniataczem. Nagniataczem codziennym. Regularnym. Bez nagniatania żaden poranek nie mógłby zostać zaliczony przez Stefana do udanych. Ba, co ja mówię, poranek. Żadne popołudnie ani nawet wieczór nie mogłyby zostać odhaczone w Stefanowym kalendarzu bez sesji nagniatania.

Ofiarą Stefanowego nagniatania pada przeważnie biała poduszka, która oryginalnie leżała w jednym z naszych porzuconych namiotów. Ona przechwyciła ją i umieściła na łóżku. Podobno pasowała jej do wystroju wnętrza. Słyszałem, jak narzekała, że już nie pasuje, bo jest brudna od Stefanowych łap. Cóż, nie myje się chłopak i już. A tak to wygląda:

video

Ona mówi, że Stefan był niedopieszczony w dzieciństwie i mu to nagniatanie w dorosłym wieku zostało. To by się zgadzało z postawioną na początku tezą, że Stefan to dzidziuś, prawda?

Udanej majówki!
Pozdr.
T.
-----------
PS. A Podwładna nie ma dziś wyjątkowo nic do dodania.