sobota, 31 października 2015

Bieganie - czym to pachnie?

Drodzy, dziś wreszcie o tych butach, o których dawno już miałem Wam opowiedzieć. Otóż Ona zakochała się w bieganiu, a ja - w jej butach do tegoż.

Zaczęło się od tego, że poszła  na siłkę i, jak twierdzi, nie chciało się jej kombinować z tymi maszynami, które tam są. Mówi, że ciągle stała do nich kolejka i musiałaby przeganiać jakichś facetów. By więc nie marnować czasu, poszła na bieżnię. Mówi, że to takie miejsce, gdzie się biegnie w miejscu. Przez grzeczność nie zapytałem, po co.

Tak czy inaczej, było to w lutym. Wkrótce w domu pojawiły się buty, które odtąd z nią na tej bieżni w miejscu biegały. Początkowo nic nie wskazywało, że staną się obiektem moich uczuć. Ot, buty, jak każde inne, można by rzec.

W kwietniu założyła je i zamiast na bieżnię, poszła na dwór. Twierdzi, że tym razem nie biegła w miejscu, tylko dotarła aż do Gdańska Głównego. I że już nigdy na bieżnię nie wróci. Uwierzyłem na słowo, A potem przechodząc koło butów, zaciągnąłem się. Mmmm... interesująco ten Gdańsk Główny pachnie, pomyślałem. I wpadłem po uszy.

Tego dnia zaczęła się jej miłość do biegania, a moja do butów pachnących biegowymi trasami.

video

Do zapachu Gdańska Głównego dołączył wkrótce zapach Zaspy, Wrzeszcza, Przymorza, Sopotu, nadmorskiego deptaku, górki na Jaśkowej Dolinie, a nawet Westerplatte. Sądząc po tym, jak pachną, to muszą być absolutnie fascynujące miejsca. Wkrótce ma do nich dołączyć zapach Gdyni. Nie mogę się doczekać! Meh!


Pozdr.
T.
------------------
PS. Podwładna potwierdza, że wszystko, co powiedziano powyżej, jest prawdą i tylko prawdą. Zwłaszcza, że na bieżnię już nie wróci. :)