niedziela, 27 marca 2016

"Co jest, kocie?"

Czołem! Tu T. Dziś wyjątkowo zgodziłem się przekazać Jej klawiaturę. Mówi, że chciałaby napisać do Was o książce. Ja mało czytam. Czasem tylko pozuję z książką dla lansu. Dlatego na temat książek do Was pisać nie będę. Udaję się na zasłużony odpoczynek. A Ona niech pisze.

***
Drodzy! Jak wspomniał Teofil, chcę podzielić się z Wami wrażeniami z lektury książki Co jest, kocie? Małgorzaty Biegańskiej-Hendryk. Dostałam ją od wydawnictwa Samo Sedno z prośbą o przeczytanie i recenzję na blogu. Rzadko zgadzamy się z Teofilem na takie akcje. Prowadzimy blog w celach czysto rozrywkowych, kiedy chcemy i o czym chcemy.

Tym razem jednak od razu wiedziałam, że wchodzę w to. Poradnik Co jest, kocie? był na mojej liście „Books you must read”. Na Facebooku śledzę stronę Koci behawioryzm, prowadzoną przez autorkę, doświadczoną kocią behawiorystkę. Czułam, że to pozycja, którą warto przeczytać, a potem polecić innym.


Zazwyczaj, gdy coś jest dla wszystkich, w rzeczywistości jest dla nikogo. Tymczasem, Co jest, kocie? to pozycja naprawde dla wszystkich. Zdecydowanie nie dla nikogo. Znajdą w niej cenne informacje zarówno początkujący kociarze, jak i czytelnicy, którzy z kotami mają do czynienia od dłuższego czasu (jak ja). Uważam, że dla tych pierwszych powinna to być lektura obowiązkowa, zanim w ich domu pojawi się kot. Drudzy niech przeczytają poradnik, a potem trzymają go pod ręką. Na wypadek, gdyby trzeba było szukać rozwiązania problemów związanych z kocimi domownikami.

Autorka kładzie szczególny nacisk na kocie potrzeby. Zachęca, by nauczyć się prawidłowo je rozpoznawać i zaspokajać. Sporo miejsca poświęca komunikacji kocio-kociej i międzygatunkowej. Podkreśla, jak ważne dla wspólnego harmonijnego współistnienia ludzi i kotów jest, by poprawnie rozumieć kocią mowę. I nie chodzi tu bynajmniej o tak banalne kwestie, jak machanie ogonem, lecz o sprawy dużo bardziej skomplikowane i tajemnicze.

Z poradnika dowiedziałam się na przykład, że fakt, iż Teo leży rozciągnięty na boku w progu dużego pokoju nie jest zwykłym, niewinnym odpoczywaniem. To jest pasywne blokowanie przestrzeni. Teo pokazuje Stefkowi, że jest duży i dużo znaczy. A Stef musi uważać, gdy będzie tamtędy przechodził. ;)



Uświadomiłam sobie też, że Teo i Stef są w o wiele większej zażyłości, niż sądziłam. Wydawało mi się, że tylko koty, które śpią przytulone i myją się nawzajem, są naprawdę zaprzyjaźnione. Tymczasem w poradniku czytam, że: „Kiedy dwa zwierzaki przebywają w jednym pomieszczeniu, to zgodnie z ich systemem budowania więzi społecznych są już razem. Gdy układają się do drzemki w dwóch rogach łóżka (...), można mówić o prawdziwej komitywie.”

Taki zbieg okoliczności - to zdjęcie nie było ustawiane.
Po lekturze Co jest, kocie? wiem już, że Teofilowe zjadanie folii ma swoją nazwę. - Teo, masz zespół Pica, chłopaku! – zawołałam, gdy przeczytałam fragment poświęcony temu problemowi. Autorka rozwiała też moje wątpliwości dotyczące zasady „Tyle kuwet, ile kotów, plus jedna”. Jeśli chcecie wiedzieć, ile kocich toalet powinno być w kocim domu idealnym, zachęcam do lektury.

Na koniec, rzecz wcale nie bez znaczenia dla komfortu czytania i przyswajania wiedzy. Żyjemy w cyfrowym świecie. W Internecie nie czytamy, tylko skanujemy teksty. To zjawisko przenosi się na czytanie analogowe. Tak zwana "blacha" tekstu bez akapitów, wyróżnień, wypunktowań, ramek to rzecz absolutnie nie do przyswojenia. Osoba projektująca układ treści w Co jest, kocie? doskonale o tym wiedziała. 

Tekst podzielono na krótkie akapity z wyraźną interlinią. Dużą część treści podano w czytelnych punktach. Wytłuszczono nagłówki i fragmenty, na które należy zwrócić uwagę. Są ciekawostki w ramkach i historie z życia wzięte wyróżnione kursywą. W szarych okienkach czytelnik znajdzie ważne wskazówki i kwestie warte zapamiętania. Trudno się tu pogubić. Jest też bardzo dobry styl, a na zakończenie bonus – zdjęcia, a przy każdym wybrane porady w postaci krótkich „przypominajek”.

Według mnie, Co jest, kocie? to najlepszy poradnik dla kociarzy, jaki do tej pory zdarzyło mi się czytać. A więc, kociarze! Kupujcie i czytajcie wszyscy, bo naprawdę warto.

Wydawnictwu Samo Sedno bardzo dziękuję za przekazanie książki, którą z przyjemnością przeczytałam. I do której na pewno będę regularnie wracać.

***

PS Tu T. Chciałem zaprotestować. Nie mam żadnego Pica. Kocham folię. Jest smakowita! I tyle.

niedziela, 13 marca 2016

Spadający Anioł

Mówiłem Wam już, że mamy w domu Anioła? Ze skrzypcami na dodatek. Anioła Ona kiedyś dostała na urodziny. Było to milion lat temu. O tym, że to Anioł, świadczą ponoć skrzydła, które ma na plecach. Hm, myślałem, że takie ze skrzydłami nazywa się ptak. Ale niech jej będzie.

Anioł zdobi stolik z telewizorem, na którym lubimy ze Stefanem siadywać, kiedy jest otwarty balkon. Wieje nam wtedy po łapach, więc ewakuujemy się na wyższe kondygnacje. Zazwyczaj udaje się nam przebywać na stoliku bezkolizyjnie z Aniołem.


Ostatnio jednak Anioł zaliczył wpadkę. Było to tak: Ona poszła myć zęby wieczorem, a my ze Stefanem kotłowaliśmy się w dużym. Objęliśmy zakresem naszej zabawy również stolik pod telewizor. Nie wiem w sumie, jak to się ostatecznie stało. Faktem jest, że Anioł postanowił się ewakuować i spadł. Ona usłyszała z łazienki stłumione stuknięcie, a gdy przyszła do dużego, Anioł leżał w donicy. Głową w dół.


Aż jej ręka zadrżała, jak robiła to zdjęcie. Podniosła Anioła, otrzepała, postawiła na miejsce i powiedziała, że mamy cholerne szczęście, że Anioł nie rąbnął głową o rant donicy. I że jest w jednym kawałku. I przywołała historię sprzed lat, kiedy to nocował u nas kot Edek z Tczewa ze swoją Podwładną. Edek rozrabiał w nocy jak pijany zając i strącił Anioła, który wtedy stacjonował na znacznie wyższej półce. Spadający Anioł wyrżnął w kant wspomnianego stolika, w rezultacie czego został skrócony o głowę.


Udało sie go wtedy uratować, ale do dziś ma bliznę po tej tragedii. Staramy się go teraz omijać szerokim łukiem. Nie chcemy, żeby sobie krzywdę zrobił.
Pozdr.
T.
------------
PS A Podwładna doda tylko, że to nie było milion lat temu, te urodziny. Tylko najwyżej tysiąc. ;)