poniedziałek, 6 czerwca 2016

Nie ma

Drodzy. Dziś minęły 2 miesiące, odkąd nie ma Teofila. I, jakby to ująć, im bardziej się tu za nim rozglądamy, tym bardziej go nie ma.

Nie ma go o piątej rano, w czasie pobudki na karmienie.

Nie ma go na podłodze w kuchni, leżącego kołami do góry w okolicach szuflady z kocią karmą.

Nie ma go na balkonie, na który już zawitało lato.

Nie ma go też na torbach z Piotra i Pawła. Zresztą, nie ma i toreb.

Nie ma go na wyleżanym oparciu na sofie. Chociaż oparcie zachowało wyleżany kształt.

I nie ma go w kolejce po poranny jogurt i kąsek żółtego sera. Albo łososia.

Ani na łóżku wieczorem, pod prawą ręką, tak, żeby drapać po brzuszku, podczas gdy druga ręka trzyma książkę. Albo gazetę.

Nie ma go na butach do biegania. Ani na ciuchach po treningu, których nikt już nie adoruje.

Na środku dużego pokoju nie blokuje przestrzeni.

Nie ma go też na stole w kuchni, na aktualnie czytanej sobotniej prasie.

Ani przy drapaku popsikanym kocimiętką w spraju.

Ani w zlewozmywaku.


Za chwilę pojawi się młody bób i też go nie będzie, gdaczącego i domagającego się swojej porcji.

Tak po prostu go nie ma.

Tak po prostu trudno się z tym pogodzić.